SCHRONIENIE W SERCU

Przed nami jeszcze pół czerwca i 17 nabożeństw czerwcowych.

Bardzo lubię nabożeństwa majowe – te śpiewane w kościele i te pod przydrożnym krzyżem czy figurą Matki Bożej. Staram się jak najczęściej uczestniczyć w majówkach, bo mają w sobie coś niezwykle ciepłego i bliskiego sercu.

Ale jeśli mam powiedzieć szczerze, które nabożeństwo jest mi najbliższe, to będzie to nabożeństwo czerwcowe
do Najświętszego Serca Pana Jezusa.

Czerwiec jest równie piękny jak maj. Dni stają się jeszcze dłuższe, słońce mocniej ogrzewa ziemię, wieczory są
spokojne i jasne. I właśnie w tym czasie Kościół kieruje nasz wzrok ku Sercu Jezusa.

To nabożeństwo od dawna jest mi szczególnie bliskie.

Każde wezwanie Litanii do Serca Pana Jezusa brzmi dla mnie jak piękna pieśń. Gdy wsłuchuję się w te słowa, próbuję patrzeć na Serce Jezusa właśnie przez pryzmat tych wezwań. I wtedy coraz mocniej uświadamiam sobie ogrom Jego miłości do człowieka. Do człowieka słabego, pogubionego, grzesznego.

Widzę oczami wyobraźni gorejące Serce Jezusa – płonące miłością do każdego z nas. Miłością cierpliwą, cichą i wierną. Taką, która nigdy nie rezygnuje z człowieka.

Ale jednocześnie myślę też o bólu tego Serca. O tym, jak bardzo ranimy Jezusa naszymi grzechami, słowami, spojrzeniami, gestami. I wtedy widzę koronę cierniową oplatającą gorejące Serce Jezusa. Koronę, która zaciska się coraz mocniej przy każdym złym uczynku, każdym odrzuceniu Boga, każdym braku miłości.

To poruszające, że mimo tego Jezus nadal kocha. Nadal przebacza. Nadal zaprasza człowieka do swojego Serca.

Może właśnie dlatego nabożeństwo czerwcowe jest dla mnie tak wyjątkowe. Bo przypomina mi, że w centrum naszej wiary jest Serce Boga, który kocha bez granic. Gdy patrzymy na Eucharystię, na Świętą Hostię, to patrzymy na Serce Jezusa.

I każdy z nas bardzo potrzebuje schronienia w tym Sercu.



Sara

do góry